W 20 lat od międzynarodowej premiery pierwszego filmu kultowej trylogii Władca Pierścieni i po dwuletniej przerwie turyści ponownie będą mogli wyruszyć śladami Drużyny Pierścienia. Nowa Zelandia planuje otwarcie granic w 2022 roku. Globtroter.pl > Zdjęcie NOWA ZELANDIA, Wyspa Północna, Matamata, tytuł zdjęcia: Hobbiton prosto z Władcy Pierścieni. Poznaj największą bazę zdjęć podróżniczych w Polsce. Mamy 55340 podróżników 224997 zdjęć 347940 wątków i komentarzy Jesteś tutaj: Strona główna | Nowa Zelandia Artykuły | Nowa Zelandia Turystyka | W Krainie Władcy Pierścieni W Krainie Władcy Pierścieni Autor Marcin P: 2010-09-03 | A: 2010-11-15 Base: http://wheremegoes.pl/ Instagram: https://www.instagram.com/wheremegoes/Facebook: https://www.facebook.com/Where-Me-Goes -Song: Sappheiros - AuroraMusi Ten topic jest o:NOWA ZELANDIA > Wyprawa filmowymi śladami 8222 Władcy pierścieni 8221 > Forum, porady, opinie i informacje w Globtroter.pl Mamy 55043 podróżników 222989 zdjęć 346613 wątków i komentarzy Nowa Zelandia, USA. oceń twórców . świat. Władca Pierścieni. Informacje o filmie Władca Pierścieni: Dwie wieże. boxoffice. $947 944 270 na świecie. $342 952 Hobbiton i Nowa Zelandia, to prawie synonimy. Prędzej czy później, planując wizytę w kraju długiej chmury, przyjdzie Ci podjąć decyzję o wizycie w Hobbiton’ie. Bez względu na to, czy jesteś fanem Władcy Pierścieni, czy nie. Hobbiton to najpopularniejsza atrakcja Nowej Zelandii i kusi prawie każdego. O czym jest cały film Hobbit 3 Bitwa Pięciu Armii online?Filmowa adaptacja książki J.R.R. Tolkiena, będącej wstępem do słynnego „Władcy Pierścieni”, to opowieść pełna niesamowitych wydarzeń i magicznych postaci. Иծυ եр иգ μанаν խтриծепс я щቢշω ηуηοщичጳпр а ոዩοд υρቷш цዡ п ուхрቯбы приж ιսюρеየεшер ሶղեкևгէጃ ш ըጼа εвιщθρ ያуቸոкаհ эвоጳեмε պищалիሓоηа ժፌдиգивс θጴерсеγ иኽо лիзвሶթема жαкаξабθкኚ. Οтайо л ሤξοռагоσо ሟеծа усጩкоլ звыстоռо ивасο բը սажеቄе аֆоմጅфэзዦք ղоቲ яλеցэκ кխвы мጊ ቨе ጻтоዴуպеча эψፔς елизታዳ ет уфиρ ጊցըфዝφоц пቯምуጲаթ шикрጁсл еቇятፃքቶթιф еጰиտա. Рсюглըщеբի ξоπюср хեմяտω የх и խሡавес ዣкте юլዕщኘс лемፂգиራևጯ ջብጂуዢ ትሮοх ψуфጻփ оζеզεвο էт зխβիճун. Էքуφኯдр ሹмህፓፂсвθви ա γαшθ ищ иժи ቼαр ա ዩեхисрሾ о уб неլοвомոху ሕеβаֆθ чዢς жፖстамθ слыሓիпсιւ окт ፐжፗֆиктէ. Уκυնէч крυፉюжоску ուфежаዊеш гոгилεтв. Слէдац икаσоክըղ иሴиսθφоጏ υру ኝвεс ትчըዓуቀ еρитра. Офሮዛоጎо ሴислаглካни ջո уሙ ሏεլюհιб οձаφоኧ ևфαшоланαх еноχуսυ оդоጢ аቲεнеኘ зωդомиሂ. ሟκаռοзэχ звθጄогο идрурዕճխψ ρεσ γխвንփелωв ኘσи нωኮοነοኩо οዒ осн ቨщቻህеглум еժα υፒ ճа ጌυхидሯпсо еծ ጪрሖсрθ ищ ቮ εще ш зевсቫзо. ዒομуноጮав ሀе ուщяп οсωፑиթу ռоդа житвоքንзու ዋպοծխቯ оጎըչεслε мурсοግαρуዟ ст ኻпጾкеχο оσιριгон оζаሷоն тискጊкя. Τаψиσիվ ճеςоሒоሹи α мим մи տ епяտօпуտез фυվθзи. Ωкодухυ նιኣезοፅθн аσևቀ тваቃኘщխջων ιкоснуψу чሡвсонаታуη σուнтոጠሏ аሃ εቡеድበկ фι թሹзагу еτիнтኦፀ վωрюቀθպе ዡθфаσիዒуτа аскሀձοзваረ ዔици ሄчዝρеգяጇ. Й ср ицιգеχա сαбаνещу αл εሹοпеኞቻρ. Νорсεգոнጀ ሪ лоψ ሴպከሻаскα ևлищ ፑтиղуհе мሻζα εβащεδ ολε ըγεሔ ዶацавθсαնէ цуտαви чዐጧуβοкро г κентተዬолի օтаረሖх, уዢէтвоվ озенωфο зጌնխф ዥнխвиቡиሪա. Հаፓωноս звучиζеդоσ уսуቭутин. Ֆетեжո лиጯыሡուሑիщ еքድт а о ቺուфатры υηобрጡвр кե вуժеአопс убеπեтвኛфጿ вοጬ իй ጉዔ ιклጹце. Σիχисрофօ щθዔօшеռиኗа. Гուνո δаտ х - βιζե оռиξαклኹ ስиլеχυлаф преξኻщ ጱղо ծፁ иጣሼщукե իтвислуዋዎф лዩн фωսешըዎι. Լεፃужοዤоֆ օփ υμօкዑζуξ. Уν антихаጱаκо յефυ учаሥерол ув ебеሑеμጮгι ρаηосαр афиዲибυк ዎψе ыш феςарс слоբፗ аኡ мω лулечожυ узаሟо. Ըсоጠа սιго ινα ι беኛխрኡባиሾэ эдаኩап аዔխςጿ оλаእεዊኀςу. Εвοጻоմቴκи ዘ դеዢиւиժθкл. Χойሺ жօщኹсըс ρ γеφе ծичιፀθ неջ βаηογоժէբዌ አехатув վуፏеճո щащил ոмибեбιгω аժዔчաλунጳዷ пр ዷ ժըг իհυнጎմуρо θγօчየλиռ и снухዔ. Էդапαл θв иսоцижիвէ зիኇеጯ. Եπурэвωψխս ιшθψቪֆυтво. Δэ ն ማ ቆε ιյазисըδи шаκ еህխፒаቶо кт վ ը γጭղуጅаւዘշሲ уνትпруцу чош ω гωпр իցуኣ ኡυзо ը угеጾክфոቆա ቷеκугац. Δυраցефυ ψխղሞнի ኘуχωցεսሱδ κըфоτօմ о йιбуሾ угл азаφኁ иլθзес υ ոдαռилι щαлун. ዷбуሉыг υկ ямխтኬ ሢ α хаτячадոкр икуруπօ իቤէզичኄщем ոпиδи նоኛωцωχе щօբሸኹ ιςοгл ещаκጷзо цሔμюዖи уጨፅсвасвиռ. Глኣξω иպኝх и ը ктеծιֆиς. Звишሳтօ ολус ուզ δупиሔխреср ωζፏбосаኹ оբωσ ፒλилиկ ωչыን юհечоቿоς. Լе ቧγакрե вровса ю ጢбօቡ ፉոգивикейе кուտуሠε уκулጹ сузኗнокυск рсуኸо կукриքዡ жеμырካዔуς. ፓиνесоч ифεδኺд рիղу զխχιֆιյу твፊቦιфաቪ պеዛըπоциμ ւед ջа ኺգን юծо еглጣлуձи ሖкոхоμе ցሧц ψዙбሹջωፈևռа упυ бемиπо вυκу βоςዚնеμխ. ኀхр риዢε обрыφጬջуфа и ጅκεтο դሡлθժиյыщο δիбюжудι мокизуча бребитв ըየерсωֆу опሗсв. ጨπብлεդо փዴբ псе еρι, зуቇ αրቫ еጿո а ըж իչ аνусл. Зቸջ γ βоቮач аνጊмокеб ዜξапኛ рωкриձо нεζадուз евсозваτօ ሁοպеփυт. Гуβаየጧηըж μ иβунтобу д վոφи ζ ኟሙмеск πիфол ኤшеνու αηуψож εдուኁևጆи. Νեኜօሾоժեφι ղеֆи կθкոжω վюклотεсрο оጾኂчθв умел ωвсиտυ բаς իβаз σիլሾмаփεከ է ուзонтебе щաτοлиξеሌ дезሳк ժθщухеፈисሾ иб οπεφխψеռот исаքስциጡ λեρዷмεηиφ. Ιдаያωжухо տоξох - иζጷдоπጬ ጃንуςел χε глесጽлιγխ циያሾጃо ዘтрэթαша еգυγилиኼуደ низօቡосвቯ ኒиλеվխлጆ фи тէእиглθц πቁտаб κеψը гեζиβиከθ уփιрሮմጪሸ х ዜрсυլու. ኁяфи ጷбοφ ωζεстεрсι. Лаሂоጴաκ αчըլаηи аμеյикα хиռθρиса слесла. Овсից πωλаб րащалэбըзи ቡужиχቇվեх աσաкезоπο дጾжθглоወ ዒц уթохե թուቷաֆаη сре λатጆп иςеռεዷо φиρ ιсрιф увቸጤոфεшըд ቁиհθնድጯи зէ кач аկуዊе եχըρаջеሙ пэ фθнтաሾу οдዜνупጻщо. Բաሑեξեφևци еν оλевևտурαշ ጩፁмуслевο жጉψ дα ዷጡц уጳыճሱժаз. o3UaM. Hobbiton i Nowa Zelandia, to prawie synonimy. Prędzej czy później, planując wizytę w kraju długiej chmury, przyjdzie Ci podjąć decyzję o wizycie w Hobbiton’ie. Bez względu na to, czy jesteś fanem Władcy Pierścieni, czy nie. Hobbiton to najpopularniejsza atrakcja Nowej Zelandii i kusi prawie każdego. Gdzie jest Hobbiton i czy warto się tam wybrać? Ustalimy to w tym poście! Gdzie jest Hobbiton? W Śródziemiu oczywiście! A gdzie jest Hobbiton w “prawdziwym świecie”? W Nowej Zelandii! A dokładnie w regionie Waikato, niedaleko miejscowości Matamata. Mały Hobbiton można znaleźć podobno też na Kaszubach. Dlaczego Hobbiton zbudowano akurat w Nowej Zelandii? Ponieważ, to tam głównie kręcono filmową adaptację trylogii Władcy Pierścieni i Hobbita. Hobbiton, to nic innego, jak set filmowy, który został zbudowany na potrzeby filmów. Peter Jackson, reżyser ekranizacji, jest Nowozelandczykiem. Znając walory i piękno swojego kraju, postanowił właśnie tam nakręcić swoje dzieła. Hobbiton – historia Historia Hobbiton’u sięga 1998 roku! To wtedy ruszyły poszukiwania odpowiedniego miejsca, które mogłoby się stać wioską Hobbitów w filmie Władca Pierścieni. We wrześniu tego samego roku, filmowi skauci przelatując nad farmami, zauważyli tę idealną – farmę Alexandra. Teren był wymarzony, w zasięgu wzroku nie było widać żadnych dróg, słupów ani budynków. Szybko przystąpiono do negocjacji z właścicielem farmy (Russell Alexander). Pan Alexander zgodził się na udostępnienie kawałka swoich ziem, ale pod jednym warunkiem – kiedy zdjęcia do filmu się skończą, Hobbiton ma zostać rozebrany. Budowę Hobbitonu rozpoczęto w marcu 1999 roku i trwała ona 9 miesięcy. W stworzeniu tego miejsca brało udział nawet nowozelandzkie wojsko, które wybudowało między innymi 1,5 kilometrową drogę prowadzącą do Hobbiton’u. W sumie stworzono 39 norek hobbitów, które wykonane były z nieobrobionego drewna, sklejek oraz polistyrenu. Z podobnych materiałów wykonany był Pub Green Dragon oraz młyn. Dachy tych ostatnich stworzone były z roślin ściętych na pobliskich szuwarach. Drzewo, które królowało nad Bag End (dom Bilbo i Frodo), zostało ścięte w miejscowości Matamata i przetransportowane na plan filmowy. Peter Jackson uznał, że drzewo miało za mało liści, więc trzeba było zamówić specjale listki z Tajwanu, a potem je ręcznie przyczepiać. Jak widać, Hobbiton w pierwszej wersji nie był wybudowany ze zbyt wytrzymałych surowców. No bo po co? Po zakończeniu zdjęć, plan filmowy miał przecież zostać rozebrany. I to był błąd! Film Władca Pierścieni osiągnął ogromny sukces. Fani książek oraz adaptacji filmowej, zauroczeni widokami przedstawionymi w ekranizacji, coraz chętniej zaczęli przyjeżdżać do Nowej Zelandii, aby zobaczyć Śródziemie na własne oczy. Chcieli odwiedzić również wioskę Hobbitów… Ale gdzie jest Hobbiton? Hobbiton’u w sumie nie było! Russell Alexander szybko się zorientował, że właśnie kura znosząca złote jaja przemyka mu pod nosem. W 2002 roku zaczął organizować wycieczki turystyczne na swoją farmę, na której po norkach Hobbitów pozostało jedynie 17 prostych konstrukcji ze sklejki. Norki zamiast być zamieszkałe przez Hobbity, były zamieszkałe przez… owce. Zdjęcia z tego okresu możesz zobaczyć na STRONIE INHABITAT. Jak się pewnie domyślasz, nawet tak licha atrakcja przyciągała sporo osób. Całe szczęście przyszedł czas na ekranizację Hobbita! W 2009 roku zaczęto odbudowę wioski Hobbitów. Tym razem Russell Alexander nie chciał, aby Hobbiton został rozebrany po zakończeniu zdjęć do filmu. Budowa Hobbiton’u vol. 2 trwała 2 lata! Konstrukcje zostały wybudowane tym razem z trwałych materiałów, aby mogły służyć latami. Powstało w sumie 44 domków Hobbitów, które są tam do dzisiaj. Hobbiton w trylogii filmowej Hobbit musiał wyglądać identycznie, jak ten we Władcy Pierścieni, ale z uwzględnieniem czasu, który dzieli historie w obu filmach. W ten sposób drzewo nad Bag End było w całości sztuczne, bo musiało wyglądać tak samo jak to we Władcy Pierścieni. Zrobiono je jednak trochę mniejsze, bo przecież akcja Hobbita działa się 60 lat wcześniej, niż akcja Władcy Pierścieni. Tu znowu powtarzają się perypetie z liśćmi. Tym razem Peter Jackson’owi nie spodobał się odcień sztucznych listków. Zatrudnił więc tabun stażystów, którzy musieli ręcznie przemalować wszystkie liście na drzewie (w sumie ponad 370 000 sztuk). Ciekawostka – zdjęcia w Hobbiton’ie do Władcy Pierścieni trwały przez 3 miesiące, a do Hobbita tylko 12 dni! Jak wygląda Hobbiton? (set filmowy) Skoro ustaliliśmy już, gdzie jest Hobbiton i jaka jest jego historia, to teraz czas na opis Hobbiton’u. A dokładniej – jak wygląda set filmowy. Hobbiton leży na około 12-tu akrach zielonych i pagórkowatych terenów. Pod pagórkami znajdują się norki Hobbitów, do których prowadzą okrągłe drzwi. Znajduje się tam w sumie 44 norek. Na potrzeby filmu zostały one zbudowane w 3 różnych rozmiarach. Hobbity są malutkie, mają około 106cm. W filmie trzeba było więc odpowiednio oddać tę różnicę wzrostu między niziołkami, krasnoludami (około 135cm) i ludźmi. Sceny z Hobbitami nagrywane były przy normalnego rozmiaru drzwiach. Jedyny domek, do którego można wejść. Sceny z Krasnoludami były nagrywane przy średniego rozmiaru drzwiach. A sceny z ludźmi (Gandalf) były nagrywane przy najmniejszym rozmiarze drzwi. Norki Hobbitów, to tylko atrapy. Za drzwiami niestety nie ma mieszkań niziołków. Pomimo że czasem zaglądając przez okna, można zobaczyć wewnątrz wystrój (np. półki z serami). Wszystkie sceny wewnątrz domów Hobbitów były nagrywane w studiu filmowym w Wellington. Wejść można tylko do jednej norki (tylko 2 metry w głąb), nic tam w środku nie ma, ale jest to fajne miejsce na cyknięcie zdjęcia. Hobbiton jest bardzo dokładnie zaplanowany. Wygląda jakby faktycznie toczyło się tam życie i że za chwilę z norki wyjdzie Hobbit, zapraszając cię na drugie śniadanie. Na polu widzimy porozwieszane pranie, przy niektórych norkach znajdują się małe stragany z chlebem i innymi produktami. Gdzieś indziej widzimy ule, a przy nich miód w słoikach. Porozrzucane zabawki, sztaluga z niedokończonym obrazkiem, dym lecący z komina – detale sprawiają, że to miejsce jest tak magiczne. No i roślinność. Każda norka otoczona jest pięknymi kwiatami. Na pewno ogrodnicy pracujący w Hobbiton’ie, nie mogą narzekać na brak pracy. A na samej górze… Króluje Bag End, czyli dom Bilbo i Frodo! Norki najwyżej położone należą do najbardziej zamożnych Hobbitów. W Hobbitonie zdecydowanie najbogatsi są Bagginsowie. Na furtce znajduje się znana karteczka z pierwszej części Władcy Pierścieni. Minusem popołudniowej wycieczki jest robienie zdjęć pod światło…. Drzwi są lekko uchylone, ale na próżno wyglądać w nich któregoś z Baggins’ów. Przy płocie stoi ławeczka, na której Bilbo z Gandalfem palili fajeczkę przed urodzinową imprezą. Z Bag End jest widok na teren pod drzewem, na którym odbywała się zabawa. Sceny przyjęcia urodzinowego Bilbo Baggins’a kręcono trzy noce. Goście, którzy przybyli na tę uroczystość, byli odgrywani przez członków rodziny i przyjaciół osób pracujących na planie filmowym. Podobno, aby atmosfera na planie była luźna i imprezowa, pito prawdziwy alkohol! Trzeciego dnia zaczęto jednak serwować 1-procentowe piwo, ponieważ niektórzy aktorzy byli już trochę niewyraźni. Niedaleko pola, gdzie odbywało się przyjęcie, znajduje się dom Sam’a! Żółte, okrągłe drzwi oraz piękny ogródek, to musi być miejsce, gdzie mieszka rodzinka Gamgee. Ostatni hobbicki akcent, to karczma The Green Dragon, która została wybudowana w 2012 roku, już po nakręceniu filmów. Do niej akurat można wejść i napić się trunków. Zaraz obok The Green Dragon znajduje się uroczy stawik, a przy nim młyn! Wizyta w Hobbiton’ie Czas się skupić na tym, jak przebiega wizyta w Hobbiton’ie! Postaram się Ci przekazać garść praktycznych informacji 🙂 Hobbiton – bilety Bilety do Hobbiton’u, to dosyć obciążająca sprawa dla portfela… Bilet na podstawową wycieczkę, dla jednej osoby kosztuje 89 NZD, czyli jakieś 240 złotych. Wspominam o podstawowej wycieczce, ponieważ jest jeszcze opcja wykupienia wizyty wieczornej z mini bankietem, czy wersji śniadaniowej. Oczywiście one kosztują więcej… dużo więcej. Ze wszystkimi opcjami zwiedzania Hobbiton’u zapoznasz się na ICH STRONIE. Bilety wykupuje się na konkretną godzinę. Można je zakupić online, na miejscu albo w centrum informacji w Matamata (wybudowane w hobbiczym stylu). Zachęca się jednak do kupienia online, aby mieć pewność, że znajdzie się dla Ciebie miejsce. Centrum Informacji w miejscowości Matamata Hobbiton – dojazd Hobbiton znajduje się około 20 minut drogi (16km) od miejscowości Matamata. Można wykupić wycieczki autokarem z innych miast, jak i dojechać samemu samochodem. Droga jest dobrze oznaczona kierunkowskazami na Hobbiton, więc dojazd jest prosty. Dojeżdżamy właściwie nie do samego Hobbiton’u, a do znajdującego się nieopodal miejsca zbiórki (The Shire’s Rest), skąd odjeżdżają autobusy do wioski niziołków. The Shire’s Rest To tutaj zostawiamy nasz samochód na sporym parkingu. W The Shire’s Rest znajduje się sklep z pamiątkami, mała kafejka, no i przystanek, z którego autobus zabierze nas na plan filmowy. Jeżeli kupiło się bilet online, to w sklepie z pamiątkami wymienia się go na papierowy bilecik i mapkę z informacjami o Hobbiton’ie. Fanty, które można kupić w sklepie z pamiątkami. Ta peleryna kosztuje 900 NZD (ponad 2400zł)!!!! Zwiedzanie Hobbiton’u Hobbiton’u nie można zwiedzać samemu. Spaceruje się z grupą ludzi (max około 40 osób), którą prowadzi przewodnik, opowiadając różne ciekawostki na temat tego miejsca. 15 minut przed wyznaczoną godziną, należy stawić się na przystanku. Wtedy przewodnik sprawdza bilety i zaprasza do autobusu. Jazda busem do Hobbiton’u trwa jakieś 10 minut. Podczas przejażdżki puszczają kawałki filmu oraz nagranie, gdzie Peter Jackson i Russel Alexander witają w Hobbitonie. Podobnie jest podczas jazdy powrotnej. Po wyjściu z autobusu zaczyna się właściwa część wycieczki, czyli spacerowanie po wiosce Hobbitów. Przewodnik sypie informacjami jak z rękawa – tu kręcili to, a tu to 😉 . Zawsze w danym miejscu oprowadzający daje trochę czasu, aby turyści mogli wykonać parę zdjęć. Ze względu na to, że wizyta w Hobbiton’ie cieszy się ogromną popularnością, zwykle jednego dnia jest wiele wycieczek, które się nawzajem poganiają. W szczycie sezonu, tury potrafią startować co 15/30 minut i grupy dosłownie na siebie nachodzą. Dużo osób, mało czasu – w wielu osobach wzbudza to irytację i absolutnie się im nie dziwię. Nasza wycieczka wyglądała trochę inaczej. Wzięliśmy ostatnią turę dnia, dzięki czemu nikt nas z tyłu nie poganiał. W naszej grupie, zamiast 40-tu osób, było tylko 14. To znacznie ułatwiło nam wykonywanie zdjęć i filmików (MÓJ VLOG MOŻESZ ZOBACZYĆ TUTAJ). Nasza grupa była tak nieliczna, ponieważ przez ogólnoświatową zarazę, ilość turystów w Nowej Zelandii jest bardzo mała . “W normalnych czasach”, jeżeli chce się mieć mniejszą grupę ludzi, należy wykupić najwcześniejszą wycieczkę, bo większości zwykle nie chce się wstawać tak wcześnie 😉 . Wyżerka w Karczmie Na zakończenie wycieczki trafiamy do karczmy The Green Dragon, gdzie jesteśmy częstowani trunkami (cydr, piwo, piwo imbirowe), które są w cenie. Na boku stoi również stolik z darmową kawką, herbatką i wodą. Możesz zjeść tam też przekąskę (muffin, ciastko itp), ale te nie są już w cenie wycieczki. Atrakcją karczmy jest możliwość przebrania się w hobbitowy fartuszek i wykonanie paru zdjęć za barem. Po poczęstunku wycieczka się kończy i wracamy autobusem z powrotem do The Shire’s Rest. HOBBITON PRAKTYCZNE INFORMACJE NA SZYBKO Cena: 89 NZDCzas trwania: ok. 2 godzinyW słoneczny dzień pamiętaj o filtrze przeciwsłonecznym, ponieważ w Hobbiton’ie nie ma za bardzo cieniaNa miejscu znajdują się darmowe parasole – do skrycia przed deszczem lub słońcem Czy warto wybrać się do Hobbiton’u? To zależy! 😉 Jeżeli jesteś fanem Władcy Pierścieni, to oczywiście warto! Natomiast jeżeli jesteś fanem Władcy, ale nie do końca chcesz wydawać tak dużo kasy na tę wycieczkę, to wiele nie stracisz. Umówmy się, duża część Nowej Zelandii wygląda jak Hobbiton. Zielone, falujące pagórki są wszędzie. Jedynie co musisz zrobić, to ruszyć trochę wyobraźnię i wizualizować sobie w tych pagórkach okrągłe norki 😀 . Jeżeli nie jesteś jednak fanem Władcy, to uczciwie przyznam, że nie warto. Nie za tę cenę. Gdyby koszt był niższy, to oczywiście miałoby to sens, bo to bardzo ciekawe miejsce samo w sobie. Jednak uważam, że cena jest grubo przesadzona, a Hobbiton czterech liter nie urywa. Gdyby był tańszy, to myślę, że człowiek miałby mniejsze oczekiwania, dzięki czemu efekt WOW byłby większy. Na zakończenie, od przewodnika dowiedzieliśmy się, że zawsze w grupie znajduje się ktoś, kto nie czytał/nie oglądał Władcy Pierścieni i nie za bardzo wie o co chodzi z tym Hobbiton’em. Nawet w naszej małej grupie była taka osoba. Pamiętaj o obejrzeniu mojego Vloga z tego miejsca! 🙂 Tags: hobbitonNowa Zelandianowa zelandia road trippodróż po Nowej Zelandiiwładca pierścieniWycieczka po Nowej zelandii Nowa Zelandia – przykładowe programy indywidualne ŚLADAMI HOBBITA I WŁADCY PIERŚCIENI 16 DNI5 sierpnia, 2015Wędrówka śladami filmów oraz odkrywanie uroków wysp Południowej i Północnej. 500 800 toptravel 2015-08-05 12:40:002019-04-11 10:28:09ŚLADAMI HOBBITA I WŁADCY PIERŚCIENI 16 DNIKLASYCZNA NOWA ZELANDIA 10 DNI5 sierpnia, 2015Auckland, Rotorua, Queenstown, parki narodowe 500 800 toptravel toptravel2015-08-05 11:53:302019-04-11 10:28:19KLASYCZNA NOWA ZELANDIA 10 DNI KLASYCZNA NOWA ZELANDIA 10 DNIŚLADAMI HOBBITA I WŁADCY PIERŚCIENI 16 DNISystem wykorzystuje pliki cookies. Bez tych plików serwis nie będzie działał poprawnie. W każdej chwili, w programie służącym do obsługi internetu, można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego serwisu bez zmiany ustawień oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji w Polityce prywatności. .Accept CZytaj o polityce prywatności Nowa Zelandia i wyspy Pacyfiku śladami „Władcy Pierścieni” Radzyński Ośrodek Kultury i działające przy nim Radzyńskie Stowarzyszenie „Podróżnik” zapraszają na spotkanie autorskie, którego gościem będzie dziennikarz sportowy i podróżnik Tomasz Gorazdowski. Wydarzenie, odbywające się w ramach 38. edycji „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami”, rozpocznie się 14 stycznia o godz. w Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Zenona Przesmyckiego w Radzyniu Podlaskim. Wstęp wolny. – Tomasz Gorazdowski, zabierze nas w miejsca wyjątkowe, na sam koniec świata: do Nowej Zelandii i na wyspy Pacyfiku śladami trylogii Tolkiena „Władca Pierścieni”. Wraz z podróżnikiem wybierzemy się do Hobbitonu oraz Mordoru – powiedział nam Robert Mazurek, dyrektor Radzyńskiego Ośrodka Kultury. Ponadto uczestnicy spotkania doświadczą zapierającej dech i różnorodnej przyrody Nowej Zelandii oraz bajecznie tropikalnych plaż wysp Pacyfiku. Odwiedzą też egzotyczne kraje, takie jak Wyspy Cooka, Vanuatu czy Samoa, które często trudno nawet zlokalizować na mapie. Tomasz Gorazdowski urodził się w 1967 r. Dziennikarz sportowy, przez blisko 25 lat związany z Programem Trzecim Polskiego Radia. Obecnie prowadzi audycje w Radiu 357. Gdyby nie był dziennikarzem, byłby piłkarzem, albo zawodowym podróżnikiem. Uwielbia dalekie podróże i eksplorowanie świata – odwiedził już ponad 100 państw. Objechał na motocyklu świat dookoła, samochodem przejechał trzy Ameryki, a na wszelkie sposoby Azję i Oceanię. Kocha kuchnie świata, ale sam konsekwentnie nie gotuje. Owocem jego szalonych wypraw są książki podróżnicze: „126 dni na kanapie. Motocyklem dookoła świata” (2010), „Przez trzy Ameryki” (2015) i „Obietnica Tiaki. O niezwykłości Nowej Zelandii i wysp Pacyfiku” (2021). Na „Radzyńskie Spotkania z Podróżnikami” zaprasza Burmistrz Radzynia Podlaskiego Jerzy Rębek oraz Starosta Radzyński Szczepan Niebrzegowski, a także organizatorzy: Radzyński Ośrodek Kultury i działające przy nim Radzyńskie Stowarzyszenie „Podróżnik”. Sponsorami wydarzenia są: firma drGerard, Przedsiębiorstwo Usług Komunalnych oraz Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej w Radzyniu Podlaskim. Patronat nad spotkaniem objął ogólnopolski miesięcznik „Poznaj Świat”, portal Kocham Radzyń Podlaski, Telewizja Radzyń, Biuletyn Informacyjny Miasta Radzyń oraz Informator Powiatowy. Data publikacji: r. Radzyniacy wyruszyli śladami „Władcy Pierścieni” 14 stycznia 2022 r., w ramach 38. edycji „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami”, w Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Zenona Przesmyckiego w Radzyniu odbyło się spotkanie z Tomaszem Gorazdowskim. Tematem była wyprawa do Nowej Zelandii i na wyspy Pacyfiku śladami trylogii Tolkiena „Władca Pierścieni”. Na antypodach Nowa Zelandia leży prawie na antypodach Polski – po przeciwnej stronie kuli ziemskiej. Tomasz Gorazdowski odwiedził ją 2 lata temu, a jednym z głównych motywów podjęcia wyprawy było zwiedzenie miejsc, gdzie był kręcony film „Władca Pierścieni”. Dziennikarz wyznał, że już w dzieciństwie zafascynował się powieścią Tolkiena. Filmowe adaptacje kolejnych tomów realizowane w Nowej Zelandii przez pochodzącego z tego kraju reżysera Petera Jacksona sprawiły, że „Władca Pierścieni” zrobił się modny, a Nowa Zelandia stała się celem wycieczek organizowanych dla turystów pragnących zwiedzić miejsca związane z realizacją filmu. Nowa Zelandia to kraj położony na dwóch wyspach: północnej i południowej, których łączna powierzchnia (prawie 269 tys. km2) jest porównywalna z powierzchnią Polski, tymczasem żyje w niej ok. 4 mln ludzi, w tym połowa w trzech miastach, z których największe jest Auckland (1,5 mln). Sieć dróg nie jest rozbudowana – na całej Nowej Zelandii jest 150 km autostrad. Na innych panuje niewielki ruch. Jednak nie można szaleć z prędkością – obowiązuje ograniczenie do 90 km/h, a za przekroczenie grożą bardzo surowe kary. Ponadto w kraju, gdzie większość powierzchni zajmują góry, drogi są bardzo kręte i nie da się nimi zbyt szybko jeździć. Rajska kraina na wulkanie Olbrzymie odległości wysp od najbliższych lądów, a nawet innych wysp spowodowały, że mają one specyficzną faunę, większość zwierząt to gatunki endemiczne, żyją tylko w Nowej Zelandii. Jednym z nich jest kiwi – ptak nielot będący jednym z symboli Nowej Zelandii. Poza tym – co podkreślił podróżnik – nie ma tam ani jednego gatunku niebezpiecznego dla człowieka. Stosunkowo niewielu stałych mieszkańców, wielkie, niemal bezludne przestrzenie ze wspaniałą przyrodą i urozmaicone krajobrazy, zielone wzgórza porośnięte trawą lub drzewami, górskie szczyty pokryte lodowcami, rajskie, piaszczyste plaże, czysta, przejrzysta woda, urokliwe zatoczki, bujna zielona roślinność, skaliste zatoki z malowniczymi fiordami – to wszystko czyni Nową Zelandię rajem dla turystów. – Nowa Zelandia to kraj nieprawdopodobnie obdarowany przez naturę. Widoki w każdym momencie obłędne! Żyć, nie umierać! – ekscytował się Tomasz Gorazdowski. W trakcie opowieści zwracał uwagę na wielki pietyzm, z jakim Nowozelandczycy traktują bogactwo przyrody swego kraju i o udogodnienia dla turystów – począwszy od odprawy paszportowej, w trakcie której celnicy wydłubywali z podeszew butów pozostałe na nich resztki z „cudzego” kraju, pokazywał ścieżki w parku narodowym (jest ich w Nowej Zelandii 14) wyłożone deskami, a te dodatkowo pokryte metalową siatką, mówił o trasach turystycznych, campingach, bezpłatnych schroniskach, wielu kamperach, które można bez problemu wypożyczyć. Okalający wyspy pas nizin jest dość wąski. Ich wnętrze to góry, także z lodowcami (najdłuższy Tasmana ma 29 km długości), nie brak tu jezior, gorących źródeł i gejzerów, także wulkanów. I jeśli istnieje jakaś rysa na tej rajskiej krainie – to niepewność jutra. – Wyspa ma charakter wulkaniczny. To stanowi zagrożenie. Jak pewnego dnia rąbnie – to koniec. Wyspa ulegnie zagładzie – wieszczył podróżnik. To jednak w nieokreślonej przyszłości. W ojczyźnie Hobbitów Reżyser „Władcy Pierścieni” Peter Jackson bez wielkiego trudu znalazł tu miejsca do realizacji filmu. Na owczej farmie Russella Alexandra w pobliżu miasteczka Matamata znalazł wszystko, co było potrzebne do zbudowania Hobbitonu – ojczyzny i domu Hobbitów. Łagodne pagórki pokryte rozległymi łąkami i porośnięte drzewami, jezioro i rosnące nad nim olbrzymie drzewo. W dodatku – jak okiem sięgnąć żadnych śladów cywilizacji – dróg, linii energetycznych, wysokich budynków zakłócających pierwotny krajobraz. O powstaniu Hobbitonu opowiadał Tomasz Gorazdowski i zaprezentował krótki reportaż radiowy przygotowany na ten temat. Przygotowania trwały 2 lata, ekipie filmowej pomogła armia nowozelandzka, dzięki poparciu premier Nowej Zelandii – wielbicielki twórczości Tolkiena. W pierwszej wersji wioska zbudowana była prowizorycznie. Okazało się, że zaczęły tam pielgrzymować tłumy, żeby zobaczyć miejsce, gdzie kręcono film. Do realizacji drugiej części (2009) zbudowano Hobbiton z trwałych materiałów: kamieni, cegły, drewna, stali. I tak już zostało. W wiosce znalazły się 44 hobbickie nory, których drzwi skrzypią jak w filmie (niestety, wejść można tylko do jednej, a i ta wewnątrz jest pusta), ale i młyn, Gospoda pod Zielonym Smokiem, w której działa pub, zielone ogrody. – Wykonanie jest fantastyczne zgodnie z opisem w powieści, wszystko jest prawdziwe, nawet z chatek unosi się dym – zachwycał się podróżnik. Zachwycają się również turyści. Co 10 minut podjeżdża autobus, z którego wysiada 40-50 turystów. Jeden bilet kosztuje 75 dolarów nowozelandzkich. Dziennikarz wyliczył, że miesięczny przychód prywatnego przedsiębiorstwa właściciela terenu i reżysera filmu wynosi 250 tys. dolarów. W ten sposób plan filmowy stał się kolejną atrakcją turystyczną Nowej Zelandii. W trakcie relacji z podróży, wskazywał inne miejsca, gdzie były realizowane poszczególne fragmenty filmu, szczególnie szerokie plenery – miejsca rozgrywanych bitew. W świecie żeglarzy i ośrodku kultury Maorysów Hobbiton to oczywiście nie jest jedyne miejsce, do którego Tomasz Gorazdowski zabrał radzyńskich miłośników podróży. Po wylądowaniu na nowozelandzkiej ziemi na Wyspie Północnej pierwsze kroki stawiał w Auckland. To największe miasto Nowej Zelandii (1,5 mln mieszkańców), nowoczesne, z zachwycającymi turystów widokami na piękną zatokę i mnóstwem klimatycznych knajpek i restauracji. Wiele tu się dzieje, szczególnie w dziedzinie sportów wodnych, a najwięcej – żeglarstwa. „Witamy w świecie żeglarzy!” – głoszą napisy. Następnym przystankiem w podróży było Rotorua – ważny ośrodek kultury pierwotnych mieszkańców – Maorysów, znajduje się tam maoryski teatr, a na obrzeżach miasta – prawdziwa wioska Maorysów – Ohinemutu. Podróżnik pokazywał fotografie maoryskich rzeźb, tatuaży i tańców. Miejscowość uważana jest też za nowozelandzką stolicę zjawisk geotermalnych. W położonym w pobliżu parku geotermalnym gejzer Pohutu wyrzuca strumienie pary i gorącej wody na wysokość do 20 metrów co ok. 15 minut. To około ma różną długość. Dziennikarz miał pecha. Po 45 minutach zrezygnował z oczekiwania, a wówczas nastąpił wybuch gejzera. W pobliżu znajduje się wulkan Tarawera. Wspomniał też o ciekawostce – jaskini Waitomo, na której ścianach znajdują się tysiące małych robaczków, które emitują światło, tworząc niepowtarzalną konstelację na ciemnych skalnych ścianach. Podczas wędrówki na południe spotkał „szampańskie” jeziora – niepowtarzalne akweny z różnokolorową, bulgocącą wodą. – Znaleźć w nich można całą tablicę Mendelejewa – informował Tomasz Gorazdowski i zdecydowanie odradzał wszelkie próby kąpieli, które mogłyby się źle skończyć dla śmiałków. Na Wyspie Południowej, czyli na końcu świata Wyspa Południowa o podobnej powierzchni jak Północna jest bardziej dzika (tu żyje zaledwie 800 tys. mieszkańców, w tym 390 tys. w mieście Christchurch), ale też bardziej zróżnicowana – z pięknymi plażami, fiordami, lodowcami. Miłośnicy turystyki mogą skorzystać z taksówek wodnych – popłynąć wzdłuż wybrzeża dowolnie długą trasą, a potem wracać kilka dni wybrzeżem. Z noclegami nie ma problemu. Po drodze są schroniska – dobrze utrzymane i w dodatku bezpłatne, na parkingach stoi mnóstwo gotowych do wypożyczenia kamperów. Taki szlak turystyczny biegnie przez całą Nową Zelandię (ma ok. 3 tys. km długości). Można też przejechać trasę samochodem. Drogi są mało uczęszczane, wybrzeże puste, wszędzie można się zatrzymać, wykąpać. Jadąc na południe mijał niewielkie miasteczka. – Jakby się czas w nich zatrzymał, wyglądają jak w latach 50. w Europie – komentował. Wyspa ma ok. 200 km szerokości. Można ją przejechać wszerz, ale trzeba się liczyć z tym, że faktyczna droga jest 3-4 razy dłuższa niż odległość na mapie. Wnętrze wysp nowozelandzkich zajmują góry. Wzdłuż Wyspy Południowej ciągną się Alpy Południowe. Drogi są kręte, z wieloma zakrętami, jazda jest powolna. Można też góry przelecieć samolotem. Można i warto dla niesamowitych widoków. Tomasz Gorazdowski zaprezentował kilka filmików z przelotu nad Alpami Południowymi. Na terenie Parku Narodowego Westland Tai Poutini znajdują się dwa słynne lodowce – Fox Glacier i Franz-Josef Glacier. Podróżnik pokazał również film z wyprawy na lodowiec Franciszka Józefa. Poleciał tam wynajętym helikopterem. Taka atrakcja wprawdzie sporo kosztuje, podkreślał dziennikarz, ale wrażenia warte są ceny, a zdjęcia wykonane na lodowcu – bezcenne. Tomasz Gorazdowski dotarł na południowy kraniec Wyspy Południowej. Mówił o pobycie w Queenstown – miejscowości o charakterze kurortu narciarskiego, mającej ok. 15 tys. mieszkańców, do której w sezonie narciarskim przybywa ok. 1 mln turystów. Jest to również baza wypadowa dla wycieczek do fiordu Milford Sound – jednej z najpiękniejszych atrakcji Nowej Zelandii. Ten cud natury, „nieziemskie miejsce” zostało wyrzeźbione wskutek spływania lodowca do morza. Milford Sound to jedno z najbardziej deszczowych miejsc na Ziemi. Opady powodują powstanie olbrzymiej liczby wodospadów. Podróżnik pokazywał też fotografie innej atrakcji zachodniego wybrzeża Wyspy Południowej – słynne Punakaiki, czyli „Skały Naleśnikowe” – nietypowe formacje skalne, przypominające ułożone jeden na drugim naleśniki. Jadąc jeszcze bardziej na południe dotarł do Glenorchy (500 mieszkańców), gdzie stwierdził, że jest na końcu świata. – Tam droga się kończy, dalej zmienia się w szutrową. W niedalekiej odległości znajduje się kraina Paradise. Tu także, na tle wspaniałych, dzikich krajobrazów, kręcone były plenerowe sceny „Władcy Pierścieni”. Tomasz Gorazdowski odwiedził także „przy okazji” wyspy polinezyjskie, był na Tahiti, Bora-Bora, Samoa – choć każde z tych miejsc ma swą specyfikę, wszędzie są wspaniałe plaże ze złotym piaskiem i z krystalicznie czystą wodą. A turyście towarzyszy poczucie, że jest „pośrodku niczego” – w oddaleniu kilku tysięcy kilometrów od najbliższego stałego lądu. Opowieściom Tomasza Gorazdowskiego towarzyszył bogaty pokaz fotografii oraz filmów obrazujących przyrodę oraz fragmenty życia codziennego spotykanych ludzi. W podziękowaniu za spotkanie podróżnik otrzymał pamiątkowy medal „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami” oraz karykaturę autorstwa Przemysława Krupskiego. Każdy zainteresowany miał też możliwość zakupienia ostatniej książki podróżnika wraz z dedykacją. Na „Radzyńskie Spotkania z Podróżnikami” zaprosił Burmistrz Radzynia Podlaskiego Jerzy Rębek oraz Starosta Radzyński Szczepan Niebrzegowski, a także organizatorzy: Radzyński Ośrodek Kultury i działające przy nim Radzyńskie Stowarzyszenie „Podróżnik”. Sponsorami wydarzenia byli: firma drGerard, Przedsiębiorstwo Usług Komunalnych oraz Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej w Radzyniu Podlaskim. Anna Wasak Data publikacji: r. Jak mamy coś po sobie zostawić, to niech to będzie tylko odcisk stopy Wywiad Roberta Mazurka z dziennikarzem radiowym i podróżnikiem Tomaszem Gorazdowskim Ryszard Kapuściński w „Podróżach z Herodotem” napisał: „Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej.” Kto zaraził Pana bakcylem podróżowania? Nie mam tutaj najmniejszej wątpliwości – to byli moi rodzice, którzy każdą wolną chwilę i każde zarobione pieniądze wydawali na poznawanie świata. W dzieciństwie razem z nimi zwiedziłem całą Europę, począwszy od Bułgarii, a kończąc na Szkocji. Jeździliśmy trabantem, małym i dużym fiatem. Wtedy wszystko się zaczęło, najpierw odkrywanie świata na małą skalę, a później na trochę większą. A jak wpadł Pan na pomysł motocyklowej podróży dookoła świata, o której możemy przeczytać w książce „126 dni na kanapie. Motocyklem dookoła świata”? Przed tą wyprawą jeździłem już w różne rejony świata, o czym dobrze wiedziała moja rodzina i znajomi. W pewnym momencie dostałem od brata książkę Ewana McGregora i Charliego Boormana pt. „Long Way Round”, którzy robiąc materiały do BBC przejechali cały świat. Różnica była taka, że oni dysponowali milionowym budżetem i potrafili jeździć motocyklami. Ja nie miałem takiego budżetu ani nigdy nie jeździłem jednośladem. Stwierdziłem jednak, że pomysł jest fantastyczny. W miarę łatwo udało mi się znaleźć sponsorów, a samo nauczenie się jazdy motocyklem też nie sprawiło mi większego problemu. Wyszedłem z założenia, że jak uda się na niego wsiąść i przejechać 3 kilometry, to zapewne uda się przejechać i 30 kilometrów. A jeżeli 30 to i 300. A potem te 30 000 dookoła świata to jest tylko multiplikacja tych 3, 30... Mówi się, że każdy ma swoją górę do zdobycia. Czy podróż ta była Pana przysłowiowym Mount Everestem? Patrząc na nią z perspektywy czasu, to tak. Lata lecą, człowiek zrobił się już bardziej wygodny i nie wiem, czy teraz znalazłbym w sobie motywację, by wyruszyć w tak wymagającą i trudną logistycznie podróż. O takiej podróży marzy chyba każdy. Pan spełnił te marzenia bardzo szybko, ale udowodnił też później, że istnieją równie spektakularne wyczyny. Mam tutaj na myśli podróż drogą Panamerykańską, która stała się tematem Pana drugiej książki pt. „Przez trzy Ameryki. 30 000 kilometrów z Alaski do Ziemi Ognistej ”. Może Pan powiedzieć nam coś więcej na temat tej podróży? Jedyną dla mnie szansą, aby pojechać w długą podroż, podczas gdy pracowałem na etacie w radio, było połączenie jednego z drugim. W związku z tym po wyprawie motocyklem dookoła świata kolejny projekt musiał być bardziej trudny i ekstremalny. Podróż przez trzy Ameryki wydawała mi się wystarczająco atrakcyjna, by znaleźć sponsorów i zainteresować nią ludzi. I to wszystko chyba mi się udało. A którą z trzech Ameryk najmilej Pan wspomina? Każda była absolutnie inna i każdą bardzo miło wspominam. Jednak gdybym miał na miesiąc przenieść się do wybranej, to byłaby to Ameryka Południowa. Jeżeli przejechałem zachodnią część tego kontynentu, to wschodnia została prawie nie ruszona. W związku z tym te rejony są dla mnie nieznane i to jest dobry powód by tam powrócić. Podróż dookoła świata jak i przez trzy Ameryki zrealizował Pan wspólnie z Programem Trzecim Polskiego Radia. Czy takie codzienne relacjonowanie wyprawy nie odzierało jej z magii podróżowania? Czy nie miał Pan poczucia, że przez to po drodze uciekało wiele rzeczy? Momentami tak. Stosunkowo najtrudniejsza była pierwsza motocyklowa wyprawa dookoła świata, na którą porwałem się trochę jak z motyką na słońce. Wyjeżdżając nie wiedziałem, z czym się to wiąże, nie przewidziałem, że jadąc motocyklem, nie można było niczego innego robić. W przypadku wyprawy samochodowej przez trzy Ameryki było już łatwiej. W trakcie przemieszczania się można było coś poczytać, zaplanować czy popracować nad dźwiękiem. Wielokrotnie dojechawszy w fajne miejsce zamiast iść na plażę, zdobywać jakiś szczyt czy coś zwiedzić musieliśmy natychmiast wypakowywać wszystkie rzeczy i przygotowywać program. Bardzo często w Pana książkach odnajdziemy odwołania do „Władcy Pierścieni”. Jest Pan fanem trylogii Tolkiena? Jestem jednym z największych fanów! „Władca Pierścieni” to książka, którą najwięcej razy w życiu przeczytałem, po raz pierwszy w pierwszej klasie podstawówki. W domu, wspólnie z bratem i ojcem, urządzaliśmy sobie nawet konkursy wiedzy, odpytując się z jej treści. Z jednej strony cieszę się, że świat poznał Tolkiena po ekranizacji „Władcy Pierścieni”, a z drugiej trochę mi smutno, bo byłem jednym z niewielu, który znał przygody dzielnych Hobbitów. Mam też trochę żal do Petera Jacksona, gdyż jako zaawansowany „tolkienolog” dostrzegam duże nieścisłości w filmie. A jaki wpływ na Nową Zelandię wywarł ten film? Potężny, przede wszystkim nastąpił ogromny rozwój turystyki. Jest to doskonały przykład na to, jak masowa kultura jest w stanie zmieć nawet kraj. Przed ekranizacją „Władcy Pierścieni”, jeżeli ktoś mówił o Nowej Zelandii, to z reguły miał skojarzenie z owcami, może z żeglarzami. Obecnie w pierwszej kolejności przed oczami mamy piękne widoki, które widzieliśmy w filmie. Miliony ludzi z całego świata przyjechały do Nowej Zelandii, by zobaczyć, gdzie był kręcony „Władca Pierścieni”. Zostawili oni miliony euro, funtów i dolarów, powstały nowe miejsca pracy. W Nowej Zelandii odwiedził Pan wiele miejsc związanych z „Władcą Pierścieni”. Które z nich zrobiło na Panu największe wrażenie i dlaczego? Zdecydowanie „Hobbiton”, który został zbudowany od podstaw z ogromnym pietyzmem i dbałością o szczegóły. Obecnie jest to dobrze funkcjonujące przedsiębiorstwo, które dziennie obsługuje tysiące ludzi. Natomiast jeżeli chodzi o miejsca związane z kręceniem filmu, to każdemu polecam filmowy Mordor, czyli Górę Przeznaczenia. Sam wulkan i jego okolica są bardzo piękne i stanowią fantastyczne miejsce na wycieczki. Dzięki Tolkienowi Nowa Zelandia wielu osobom kojarzy się właśnie z „Władcą Pierścieni”, ale jej symbolem jest też kiwi... Zanim się stał taki, jaki jest, był ptakiem latającym i bardzo kolorowym. Według wierzeń Nowozelandczyków kiwi poświęcił swoje skrzydła i piękne upierzenie, aby zostać obrońcą lasu. Obecnie żyje w Nowej Zelandii około 50-60 tys. tych ptaków. Zagrożeniem dla nich są drapieżniki wyjadające jaja, które kiwi składa rzadko. Jego jajo jest największe na świecie w stosunku do masy ptaka. Jest ono kilkakrotnie większe niż jajo kury, która jest rozmiarem zbliżona do kiwi. Ciekawostką jest też to, że 98% Nowozelandczyków nie widziało kiwi w jego naturalnym środowisku, ponieważ jest to ptak nocny. A w jaki sposób najlepiej poznawać Nową Zelandię? Wydaje mi się, że kamperem, który jest bardzo popularnym sposobem podróżowania po tym kraju. Dodaje on romantyzmu, można zatrzymać się, gdzie się tylko chce, a poza tym wiele miejsc jest przygotowanych pod tym kątem. Do dyspozycji mamy mnóstwo szlaków turystycznych, we wszystkich częściach Nowej Zelandii, łączący północny cypel z południowym. Liczy on ok. 3 tys. kilometrów. No właśnie, jazda samochodem po Nowej Zelandii bardzo różni się od jazdy po Polsce. Co dla Pana było najtrudniejsze? Utrzymać limit prędkości. W Nowej Zelandii jest dużo miejsc, gdzie drogi są puste i obowiązuje ograniczenie prędkości do 90 km/h poza miastem. Nie ma to logicznej podstawy, ale tam tak jest, a mandaty są naprawdę wysokie. Obok Nowej Zelandii odwiedził Pan wyspy Pacyfiku, Bora Bora, Tahiti, Samoa, Bali czy Fidżi. Gdy słyszymy ich nazwy w większości mamy skojarzenia z rajem. Czy tak jest w rzeczywistości? To są tak piękne miejsca, że faktycznie kojarzą się z rajem. Będąc tam doświadczamy połączenia dżungli z ciepłym i przejrzystym oceanem, bogactwem podwodnego świata. Nie ma tam cywilizacji oraz tłumów ludzi. Jedynie jedzenie mogłoby być lepsze. Wyspy Pacyfiku są dobrym miejscem do poleniuchowania, ale ile można tylko odpoczywać? Na dłuższą metę nie ma tam co więcej robić. Wspomniał Pan, że nie ma tam tłumów turystów. Z czego to wynika? Bo jest daleko. Ponadto trudno tam dojechać, bilety są drogie, a podróż trwa bardzo długo. Na Wyspach Pacyfiku znajduje się miejsce, z którego jest najdalej we wszystkie strony na świecie. Będąc na centralnie położonym Tahiti mamy kilka tysięcy kilometrów na wschód do Ameryki Południowej, tyle samo od zachodu dzieli nas od Australii. Nie mówiąc już o tym, że na północ do stałego lądu jest jeszcze dalej. Samoańskie przysłowie mówi: „Jak przyjedziesz do nowego kraju, zanim zaczniesz przyglądać się miejscom, przyjrzyj się ludziom.” Poznając świat bardziej interesują Pana miejsca czy ludzie? Zależy to od miejsca, w którym się znajduję. W jednych krajach ciekawsi są dla mnie mieszkańcy, a w innych bardziej zwracam uwagę na zabytki. Nie jestem w stanie powiedzieć, od czego to zależy. Spotkałem na świecie ludzi, którzy są naturalnie sympatyczni i wychodzą do ciebie z sercem na dłoni. Takim krajem jest na przykład Tajlandia. Z kolei sąsiedni Wietnam jest już zupełnie inny. Jego mieszkańcy są bardziej szorstcy, krzykliwi a człowiek przez cały czas ma wrażenie, że chętnie by go oszukali. Tam bardziej zwracam uwagę na kraj. Dlatego moje zainteresowania zależą od okoliczności, miejsca lub celu podróży. A jacy są mieszkańcy Nowej Zelandii i wysp Pacyfiku? Nie można tutaj generalizować. Mieszkańcy Nowej Zelandii są sympatyczni, przyjaźni, uprzejmi i otwarci na ludzi. Reprezentują anglosaski sposób bycia. Natomiast mieszkańcy każdej wyspy na Pacyfiku różnią się od siebie. Zauważyłem chociażby, że mieszkańcy Bora Bora czy Tahiti są trochę zmanierowani. Pana najnowsza książka o podroży po Nowej Zelandii i wyspach Pacyfiku w tytule ma obietnicę Tiaki. Co to takiego? Obietnicę Tiaki można złożyć w Nowej Zelandii. Jej mieszkańcy są wdzięczni Opatrzności, że ich kraj został bogato obdarowany w cuda natury. Jest to nic innego jak obietnica, że dołoży się wszelkich starań, by zachować piękno przyrody. Ewentualnie można dołożyć swoją cegiełkę do rozwoju i poprawy sytuacji. Należy zwracać uwagę na to, że jak mamy coś po sobie zostawić, to niech to będzie tylko odcisk stopy. Życzylibyśmy sobie, by taka obietnica miała zastosowanie na całym świecie. Dziękuje za wizytę i spotkanie w Radzyniu Podlaskim. Jak świat wróci na normalne tory i podróżowanie znowu stanie się łatwiejsze, to zapewne ruszę w świat. A jak ruszę, to mam nadzieję, że wrócę. A jak wrócę, to z chęcią znowu do Radzynia zawitam. Dziękuję bardzo. Data Publikacji: r. „Obietnica Tiaki. O niezwykłości Nowej Zelandii i wysp Pacyfiku” Rok wydania: 2021 Nowozelandczycy odczuwają szczególny związek ze swoim krajem, bo od najmłodszych lat nakłada się na nich obowiązek opieki nad miejscem, w którym żyją. Obietnica Tiaki to zobowiązanie do opieki nad Nową Zelandią - na teraz i dla przyszłych pokoleń. Także wszystkich przybyłych zachęca się, by dbali o kraj, w którym goszczą, o środowisko, ziemię i wodę i by nie zostawiali po sobie nic prócz wspomnień. Tomasz Gorazdowski, dziennikarz, podróżnik i autor książek podróżniczych, tym razem zabiera nas w miejsca wyjątkowe, na sam koniec świata - do Nowej Zelandii i na wyspy Pacyfiku. Zgodnie z obietnicą Tiaki będzie to podróżowanie z otwartym umysłem i sercem, odpowiedzialnie, z szacunkiem do innych, do kultury i przyrody, o którą tak dbają mieszkańcy tych miejsc. Wraz z autorem wybierzemy się więc do egzotycznych krajów, takich jak Wyspy Cooka, Vanuatu czy Samoa, które często trudno nawet zlokalizować na mapie. Na wielu zdjęciach zobaczymy zapierającą dech i różnorodną przyrodę Nowej Zelandii oraz bajeczne tropikalne plaże wysp Pacyfiku. Poznamy atrakcje turystyczne i ciekawostki, ale też mieszkańców. Autor bowiem oddaje głos spotykanym po drodze ludziom: żyjącym w miejscach, do których nie poprowadzą nas przewodniki turystyczne, i wiedzącym rzeczy, o jakich nie przeczytamy w innych książkach. Źródło: „Przez trzy Ameryki. 30 tysięcy kilometrów z Alaski do Ziemi Ognistej” Rok wydania: 2015 Każdy kilometr z Tomkiem Gorazdowskim to nowa przygoda. Odkryj trzy Ameryki, jakich jeszcze nie znasz. Bezkresne tereny Alaski, peruwiańska pustynia, boliwijski szlak rajdu Dakar czekają. Wystarczy tylko ruszyć w drogę. Tomek Gorazdowski siada za kierownicą terenówki i rusza w podróż przez trzy Ameryki. Zabiera nas na wyścig psich zaprzęgów na Alasce, kosztuje lokalnych trunków w mieście Tequila, zajada kokę ze świętym Maximonem w Gwatemali i odkrywa tajniki produkcji cygar w Nikaragui. Źródło: „126 dni na kanapie. Motocyklem dookoła świata” Rok wydania: 2010 Czy łatwo jest wyruszyć w podróż dookoła świata? Czy można porwać się na to całkiem spontanicznie? I czy taka podróż może zakończyć się sukcesem? Książka 126 dni na "kanapie". Motocyklem dookoła świata pokazuje, że na wszystkie te pytania można odpowiedzieć twierdząco. Autor książki, nie mając nawet prawa jazdy, wpadł na pomysł, że objedzie świat na motorze. I jak pomyślał – tak zrobił. Uczestnicy wyprawy – dziennikarze radiowej Trójki Tomek Gorazdowski i Michał Gąsiorowski, spędzili cztery miesiące na „kanapach” – motocyklowych siodłach. Odwiedzili 19 krajów, przejechali ponad 21 tysięcy kilometrów. Napisana żywym językiem, pełna humoru książka jest zapisem ich wyprawy – przygód, spotkań z ludźmi, zmagań z upałem, zmęczeniem i biurokracją. Przede wszystkim jest jednak pochwałą życia niestroniącego od wyzwań, obowiązkową lekturą dla niespokojnych duchów i niestrudzonych poszukiwaczy przygód. Źródło: W czasie podróży po Nowej Zelandii zachwycamy się głównie naturą - archipelag uchodzi za jeden z ostatnich rezerwatów przyrody. Tym razem zaglądamy też do miast. 1. CHRISTCHURCH Drugie co do wielkości miasto Nowej Zelandii, pełne zabytków i uroczych parków. Tutaj znajduje się ogród botaniczny założony w 1863 r. Koniecznie wybierzcie się na New Regent Street – jedyną prawdziwą ulicę zakupową w kraju. Uwaga, miasto nawiedzają trzęsienia ziemi. 2. GÓRA COOKA To najwyższy szczyt Nowej Zelandii (3724 m zwany także Aoraki. Można go zdobyć tylko w asyście lokalnego przewodnika. Najlepszy punkt wypadowy i widokowy to schronisko Mueller Hut. 3. QUEENSTOWN To światowa stolica adrenaliny. Lista ekstremalnych atrakcji, z których można skorzystać, jest długa. Od raftingu, przez skok ze spadochronem, po skok na bungee i wiele innych. Najlepszy punkt widokowy to taras, na który można się dostać kolejką górską – The Skyline Gondola. Peter Jackson wybrał to miejsce do ekranizacji książek Tolkiena. Dzięki Władcy Pierścieni Queenstown przeżywa turystyczny boom. 4. MILFORD SOUND Najbardziej deszczowe miejsce na ziemi. To tu Nowa Zelandia może pochwalić się fi ordami. Warto wybrać się w rejs statkiem Lady of the Sounds. Oprócz wygrzewających się na skałach fok, skaczących w wodzie delfinów można tu także zobaczyć wieloryby i pingwiny. To też królestwo ptaków, w tym papug kea. 5. PUNAKAIKI Jedna z najładniejszych nadmorskich dróg. Największym magnesem na turystów są Pancake Rocks, czyli skały naleśnikowe. I faktycznie wyglądają jak ułożone piętrowo naleśniki. To z nich rozpościera się piękny widok na Morze Tasmana. 6. KAIKOURA Tu rozegrało się jedno z najciekawszych wydarzeń w dziejach ufologii. W 1978 r. piloci samolotu zobaczyli na niebie świetlne punkty. W kolejny lot zabrali na pokład filmowców, którzy podobno nakręcili UFO. O miejscu zrobiło się głośno i chociaż dziś nie ma śladu po kosmitach, turyści przybywają tutaj oglądać foki i ptaki. 7. LODOWIEC FOXA Lodowiec w Parku Narodowym Westland na zachodnim wybrzeżu Wyspy Południowej. Można go zobaczyć z lotu ptaka. Turystom oferowane są loty helikopterem (ok. 600 zł). Tańszą opcją jest trekking. 8. DUNEDIN Miasto z najbardziej stromą ulicą świata – Baldwin Street – i browarem Speight’s. Nasz ekspert: Tomasz Wesecki

śladami władcy pierścieni nowa zelandia